Najlepsze zdanie literatury
Georgi Gospodinov, tożsamość wieloaspektowa i przyszłość pojęcia osobowości
Zanim zacznę, zastrzegę jeszcze, że niniejszy tekst nie jest żadnego rodzaju monografią ani studium twórczości Gospodinova. Jego geniusz literacki jest tu jedynie pretekstem do szerszej refleksji, nie tylko artystycznej.
1.
W pierwszej kolejności najlepiej będzie, jeśli przytoczę dłuższy fragment krótkiego prologu do Fizyki smutku, opublikowanej w 2011 roku i kultowej już powieści Bułgara Georgija Gospodinova, o którym nie od dziś mówi się jako o przyszłym nobliście:
“Urodziłem się pod koniec sierpnia 1913 roku jako istota ludzka płci męskiej. Nie znam dokładnej daty. Przez kilka dni czekali, żeby zobaczyć, czy przeżyję – i dopiero wtedy wpisali mnie do rejestru. Ze wszystkimi tak robili. [...]
Urodziłem się dwie godziny przed wschodem słońca jako muszka owocowa. Umrę dziś wieczorem po zachodzie słońca.
Urodziłem się 1 stycznia 1968 roku jako istota ludzka płci męskiej. Pamiętam każdy szczegół całego 1968, od początku do końca. Nie pamiętam nic z roku, który właśnie trwa. Nie wiem nawet, który to rok.
Jestem urodzony od zawsze. Wciąż jeszcze pamiętam początek epoki lodowcowej i koniec zimnej wojny. Widok umierających dinozaurów (w obydwu tych epokach) jest jedną z najcięższych do zniesienia rzeczy, jakie widziałem.
Jeszcze się nie urodziłem. Mam nadejść. Mam minus siedem miesięcy. Nie wiem, jak się liczy ujemny czas w łonie. Jestem wielkości oliwki, ważę półtora grama. Mój ogon wciąż się kurczy. Będące we mnie zwierzę odchodzi, machając mi znikającym ogonem. Chyba zostałem, zostałam (jeszcze nie znają mojej płci) wybrane na istotę ludzką. Jest tutaj ciemno i wygodnie, jestem przywiązane do czegoś, co się rusza.
Urodziłem się 6 września 1944 roku jako istota ludzka płci męskiej. Czas wojny. Za tydzień mój ojciec jedzie na front. […]
Pamiętam, że urodziłem się jako krzew dzikiej roży, kuropatwa, miłorząb japoński, ślimak, czerwcowa chmura (wspomnienie jest krótkie), fioletowy jesienny szafran w pobliżu Halensee, przedwcześnie zakwitła czereśnia, sparaliżowana śniegiem pod koniec kwietnia, śnieg, który sparaliżował oszukane czereśniowe drzewo…
Ja jesteśmy”
Jak widać, osoba prowadząca narrację wykazuje zaskakującą różnorodność — czy lepiej — niejednorodność własnego doświadczenia. Po pierwsze, podaje ciągiem zupełnie różne daty swoich urodzin, osadzając się w zupełnie różnych kontekstach historycznych. Po drugie, w jednej ze swoich instancji zawiesza swoją płciowość, umieszcza się w obszarze obu płci, pomiędzy nimi lub zupełnie poza nimi. Po trzecie, przekracza swoje człowieczeństwo, wspominając siebie jako roślinę i zwierzę, a potem nawet swoją biologiczność, mówiąc o sobie jako o “czerwcowej chmurze” lub “śniegu, który sparaliżował oszukane czereśniowe drzewo”.
Podsumowuje to wszystko w ostatnim zdaniu, genialnym “Ja jesteśmy”, czyli tytułowym, najlepszym — w mojej opinii — zdaniu współczesnej literatury, choć zakładam odnoszenie się do moich słów z pewnym oczywistym dystansem. To eseistyczna hiperbola.
Gospodinov stworzył gramatyczny glitch, odrzucając pradawne rozróżnienie na singularis i pluralis. Przełamał bariery języka, aby w zaledwie dwóch słowach oddać paradoksalny charakter tożsamości człowieka.
Pierwszą, która przyszła mi na myśl, wizualną reprezentacją takiego postawienia sprawy jest Autoportret wielokrotny Witkacego, powstały w Petersburgu między 1915 a 1917 rokiem. Witkacy wbija groźne, nieco wariackie, spojrzenie w granicę dwóch przeciwstawnych luster, dając nam, obserwatorom, niesamowitą sposobność oglądania jego oblicza w czterech różnych kątem profilach, a także z tyłu głowy. Rozbija siebie samego na kawałki, ale kawałki te nie przestają być nim ani nie przedstawiają jakichś osobnych jego części. Witkacego robi się po prostu więcej. To mnożenie. Parafrazując Gospodinova, on są — jakkolwiek źle to brzmi.
Kiedy przełożymy to wszystko na język matematyki, otrzymamy fundamentalną dla tej dziedziny sprzeczność, iście niebezpieczny błąd kardynalny: 1 < 1.
Można by też spytać, czy jest jakiś Witkacy bazowy, pierwotny, i czy byłby on jakoś prawdziwszy lub ważniejszy niż pozostali, choć dla naszych rozważań odpowiedź będzie raczej negatywna. Witkacowie są sobie równi. Roboczo nazwijmy to egalitaryzmem Witkacych.
2.
Psychologia, także ludowa, na długo przed przyjęciem postaci akademickiej, dzieliła umysł czy duszę na składowe, z których każda miała odpowiadać za inny obszar działalności człowieka. Tendencja ta jest uniwersalna dla niemal wszystkich szerokości geograficznych. Znamy oczywiście trójdzielną koncepcję duszy Platona i rozmaite wariacje na jej temat. Dla odmiany weźmy więc nienudny przykład szamanizmu chakaskiego, mniej rozpoznawalnego od buriackiego, gdzie — według mojej najlepszej wiedzy — wyróżnia się m.in. element centralny, którego chrześcijańskim odpowiednikiem byłaby dusza, a także coś w rodzaju siły życiowej, niosącej płodność i spajającej komórki, czy też kilkunastomilimetrową warstwę przyrastającą do ciała, reprezentującą poczucie jaźni jej posiadacza — pojęciem pokrewnym z zakresu ezoteryki popularnej jest aura.
Kreatywność kultur świata w krojeniu umysłu jest nieokiełznana. To oczywiście bardzo dobrze, przyniosło to — i wciąż przynosi — niezwykle wartościowe wątki, choćby w sztuce. W każdym razie, psychika zawsze występuje jako coś złożonego z mniejszych części czy na mniejsze części podzielnego. Jest prefabrykowana.
Bardziej współczesnym przykładem są problemy cognitive neuroscience, czyli neuronauki poznawczej. Mam tu na myśli przede wszystkim tzw. heurystykę modularności. Jak pisze prof. Mateusz Hohol z Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych:
“[…] nakazuje [heurystyka modularności — M. M.] traktować mózg tak, jak gdyby był on strukturą złożoną z wyspecjalizowanych modułów. Założenie to jest problematyczne, gdyż liczne dowody świadczą o niemodularnej strukturze kory mózgowej. Z drugiej strony koncepcja modularności mózgu towarzyszy wielu spektakularnym sukcesom neuronauki poznawczej. Mamy więc do czynienia z bardzo interesującą sytuacją filozoficzno-naukową”.
Nieco inną, wcześniejszą, wartą szczególnej uwagi, stroną jest oczywiście freudyzm. Psychoanaliza zakładała hydrauliczny model umysłu: id, ego i superego przepychają się ze sobą. Najlepiej jest, kiedy pozostają we względnej równowadze. Natomiast kiedy jedno zajmuje więcej miejsca niż drugie, powstaje zaburzenie.
Hydrauliczna wykładnia skomplikowanej psychologii człowieka okazała się być wartościowym motywem dla literatury grozy i — choć w nieco innej, prostszej postaci — znalazła swoje miejsce również tam. Mam tu oczywiście na myśli Doktora Jekylla i pana Hyde’a Roberta Louisa Stevensona z 1886 roku. Co ciekawe, pierwszym polskim tytułem z roku 1925 był Człowiek o dwu twarzach. Tłumaczył wtedy niejaki Bernard Scharlitt.
Ostatni rozdział noweli, czyli Wyjaśnienie Henry’ego Jekylla, obfituje w filozoficzne perełki, niezwykle przydatne dla naszej refleksji. Jekyll opisuje, jak jego wewnętrzny rozłam, “dwulicowość”, obecność jasnego i ciemnego pierwiastka, tkwiły w nim od zawsze. Dwie przeciwstawne siły, niebiańska i diabelska, walczyły o supremację, co przywodzi na myśl popularny w średniowieczu topos psychomachii. W końcu dochodzi do następujących wniosków, z których najważniejsze wytłuściłem:
“Z każdym dniem i z obu perspektyw mojego umysłu — intelektualnej i moralnej —coraz bardziej zbliżałem się do prawdy, której częściowe odkrycie doprowadziło mnie w końcu do tak opłakanego stanu; a prawda ta mówi, że człowiek nie jest jednością, że składa się z dwóch osób. Mówię »dwóch«, ponieważ na razie moja wiedza dalej sięgnąć nie zdołała. Moją drogą pójdą kiedyś inni i oni prześcigną mnie bez wątpienia. Śmiem przy tym twierdzić, że człowiek zostanie uznany za swoisty zbiór wielorakich, nieprzystających do siebie i wzajemnie od siebie niezależnych osób. Ja, wiedziony przyrodzoną skłonnością, szedłem niezachwianie w jednym tylko kierunku. W sobie samym, w wymiarze moralnym siebie samego, nauczyłem się rozpoznawać niezaprzeczalną i poniekąd naturalną dwoistość ludzkiej istoty. Zauważyłem, że jeśli mogę utożsamić się z którąś z dwu natur, co w mej świadomości walczą ze sobą zajadle, to może tak stać się dlatego jedynie, iż jestem i jedną, i drugą. Bardzo wcześnie, nim jeszcze tok moich badań dał mi prawo do wiary w taki cud, z lubością, ba, z rozkoszą oddawałem się marzeniom o rozdzieleniu tych dwóch sfer. Gdyby tak każdą z nich, mówiłem sobie, dało się umieścić w odrębnych osobach o różnej tożsamości, z życia zniknęłyby wszystkie nieznośne zjawiska”.
Podsumowując, psychika (niezależnie, czy rozumiemy ją jako funkcję ośrodkowego układu nerwowego, czy zjawisko zupełnie pozamaterialne) miałaby się składać z modułów o konkretnych, odgórnie przypisanych rolach, ale kiedy te moduły urastają do jakiejkolwiek autonomii — robi się groźnie. Z psychologii przechodzimy gładko w psychopatologię.
3.
Można by teraz oczywiście streścić rozmaite studia przypadków seryjnych morderców i innego typu psychopatów, opisujące faktyczne historie, zbliżone do tej doktora Jekylla, fikcyjnej. Ciekawszym, bliższym codzienności i zgoła ważniejszym tematem wydaje mi się jednak niezwykle żyzny grunt dla rozwoju naszej wewnętrznej niepojedynczości, jakim jest cyberprzestrzeń.
Kiedy pojawił się Internet, powinniśmy byli porządnie zredefiniować pojęcie anonimowości. Teraz możliwe jest nie tylko niezdradzanie swojej tożsamości, ale też bezkarne tworzenie — czy wręcz generowanie — nieskończonej liczby tożsamości alternatywnych i udzielanie im głosu. Zapośredniczeni przez różnej maści agentów i awatarów, wszyscy wiedziemy co najmniej kilka równoległych żyć, niepokojąco od siebie odmiennych i niezależnych. Nasze subosobowości zyskały — może nie do końca materialną, bo cyfrową, ale na pewno pozapsychiczną — manifestację i poszły w świat. Mogą nawet prowadzić indywidualnie pewien rodzaj życia społecznego, chociażby rozmawiając z chatbotami. Jungowskie pojęcie persony, to znaczy maski, nabrało dosłownego znaczenia.
Znowu pojawia się sprzeczność 1 < 1: społeczeństwo, rozumiane jako suma tworzących je jednostek, jest znacząco mniejsze niż Internet, z którego to społeczeństwo korzysta.
Jest to jednak tylko pierwszy poziom tego zjawiska, a nowa anonimowość także okazuje się być pozorna. W wielkich systemach analitycznych, z których korzysta się choćby w kampaniach wyborczych, powstają nasze cyfrowe klony. Lustrzane odbicia splecione z danych, które bezbłędnie gromadzą big techy i którym z odwagą i mądrością przyglądała się Shoshana Zuboff.
Jednak jej Wiek kapitalizmu inwigilacji delikatnie się już zestarzał. Teraz do magazynów zapisów aktywności użytkowników dołączają repozytoria informacji genetycznej, co tworzy wielką bibliotekę wiedzy o człowieku. Z racji, że “wielka biblioteka wiedzy o człowieku” brzmi wręcz utopijnie, należy dodać, że wstęp do owej biblioteki pozostaje zastrzeżony. Mogłaby ona służyć — i prawdopodobnie tak będzie lub już jest — w badaniach nad radykalnym przedłużaniem życia.
4.
Pozostawmy jednak drobną dygresję techno-pesymistyczną i wróćmy do niejednorodności tożsamości, tym razem pokazując ją w świetle nieujemnym, bo taki jest cel tego tekstu.
We wprowadzeniu twórczości Gospodinova na rynek polski kluczową rolę odegrała Olga Tokarczuk, prywatnie — jego przyjaciółka po fachu, której blurby towarzyszą kolejnym nowowydanym u nas książkom bułgarskiego pisarza. Np. o najnowszym Ogrodniku i śmierci Tokarczuk pisze tak:
“Prostota i głębia tej krystalicznie czystej prozy budzą mój ogromny podziw”.
A o naszej Fizyce smutku:
“Polski czytelnik wreszcie dostaje tę świetną książkę, która należy już do kanonu współczesnej prozy europejskiej. Przejmujące studium mitu, który dzieje się zawsze i wszędzie”.
Pani Olga ma wiele powodów, aby podobał jej się Gospodinov. Są to m. in. podobne poglądy na pisanie, podejście do struktury powieści czy do roli, jaką w literaturze odgrywa wiedza. Dla nas jednak najistotniejsza będzie kwestia “Ja jesteśmy”, docenienie różnolitości tożsamości.
Sama zabierała się do tego tematu w każdym swoim tekście, zwłaszcza w kontekście płciowości — począwszy od mnicha Paschalisa i świętej Kummernis z Domu dziennego, domu nocnego, a skończywszy na Wojniczu z Empuzjonu.
Natomiast teoretyczne uzasadnienie dla przełamania tożsamości jako monolitu Tokarczuk znajduje nie (tylko) w psychologii, a w biologii. W swoim eseju Scientomancy, Or Divination By Science z Salmagundi Magazine — wygłoszonym także jako wykład Wróżenie z nauki z okazji przyznania jej doktoratu honorowego na Uniwersytecie Warszawskim — noblistka przywołuje pojęcia endosymbiozy i holobiontu.
Oba z nich są ściśle związane z pracami Lynn Margulis, amerykańskiej profesorki, współpracowniczki NASA i współtwórczyni słynnej hipotezy Gai. Pod pierwszym z nich kryje się nazwa teorii wyjaśniającej ewolucję mitochondriów. Przywołajmy tu wyjaśnienie Tokarczuk, jeszcze sprzed Wróżenia z nauki:
“[...] źródłem ewolucyjnych innowacji są nie tylko przypadkowe mutacje, lecz również symbiogeneza, czyli symbiotyczne scalanie się łańcuchów komórek bakteryjnych. Margulis twierdzi, że do powstania nowych gatunków doprowadziły endosymbioza szeregowa oraz połączone przetrwanie — przykładem są mitochondria, które kiedyś funkcjonowały jako osobne organizmy i które zostały wcielone do komórek lub połączyły się z nimi, odtąd pracując na ich rzecz. [...] Oto alternatywna wizja łagodniejszej formy ewolucji, w której współpraca i pomoc stają się równie istotnymi mechanizmami zmian”.
Drugie — jeszcze dla nas ciekawsze — czyli holobiont, dosłownie byt wielobytowy, eukariont (jądrowiec), na który składają się prokarionty (bezjądrowce). Oczywistym przykładem jest człowiek. Jak pisze Tokarczuk w innym eseju, Ognozji, w podpunkcie o świetnym tytule Moje imię to milion:
“[…] okazało się, że jesteśmy bytem raczej zbiorowym niż indywidualnym, bardziej republiką wielu różnych organizmów niż monolitem, hierarchicznie ustrukturyzowaną monarchią. »Twoje ciało to nie tylko TY. Człowiek ma tylko 43 procent ludzkich komórek« — głoszą tytuły w prasie popularnej, zapewne budząc prawdziwy niepokój. […] Tradycyjne postrzeganie ludzkiej istoty ulega dzisiaj dramatycznej zmianie nie tylko wskutek kryzysu klimatycznego, epidemii i odkrycia granic rozwoju ekonomicznego, ale też poprzez nasze nowe odbicie w lustrze: obraz białego mężczyzny, zdobywcy w garniturze czy hełmie korkowym, zaciera się i znika, widzimy za to coś w rodzaju twarzy malowanych przez Giuseppe Arcimbolda — organicznych, wielokrotnie złożonych, niepojętych i hybrydowych — twarzy będących syntezą biologicznych kontekstów, zapożyczeń i odniesień”.
To rzeczywiście genialne porównanie.
Współczesna biologia miałaby odwrócić postępujący — jeszcze przed Leibnizem — proces monadyzacji człowieka. Tokarczuk przenosi jej odkrycia także na obszar teologii, pisząc, że skoro człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, to i Bóg powinien być rodzajem holobiontu. Postuluje rozpad chrześcijańskiej Trójcy Świętej na “multigonię, Świętą Wielorakość”.
Dodam jeszcze, że szerzej omawiam te zagadnienia w moim eseju Biologia i medycyna w twórczości Olgi Tokarczuk, którego niektóre treści tu w znacznej mierze powtarzam. Serdecznie go polecam, ostrzegając jednocześnie przed garścią błędów redakcyjnych, jakich mu pod dostatkiem.
5.
Podniosłe, filozoficzne intuicje Gospodinova i Tokarczuk znajdują wartościową interpretację praktyczną w Regułach na czas chaosu Tomasza Stawiszyńskiego, autora o nieprzeciętnej w Polsce sile opiniotwórczej.
Jedna z tytułowych reguł brzmi następująco: “Żyj w niezgodzie ze sobą”. Stawiszyński przywołuje legendarną Walkę z cieniem Junga, w której ten opisuje stan rozdarcia świadomości i nieświadomości, będący koniec końców stanem pożądanym. Pan Tomasz podsumowuje pięknie:
“Nie spokój zatem, a niepokój jest celem autorefleksji”.
Przyjęliśmy więc już, że ludzka tożsamość i pokrewna jej osobowość nie są monolitami, że są podskórnie rozłamane i mnogie, że 1 < 1. W erze digitalnej stwarza to niebagatelne zagrożenia na poziomie społecznym, dając sprawczość naszym wewnętrznym panom Hyde’om, choć w ogólnym rozrachunku — jest to stan zdrowy, element homeostazy, który musimy w kulturze zaakceptować. Należy też nadmienić, że istnieje pewna granica pomiędzy pięknem duchowej mozaikowatości, a wciąż niepoznanymi zaburzeniami dysocjacyjnymi.
6.
W tym miejscu jednak powinniśmy zająć się innym problemem — tzw. brzemieniem tożsamości czy tożsamością jako rodzajem więzienia. Jak wspomina Zygmunt Bauman w tomie rozmów Tożsamość, który ogromnie polecam:
“[Agnes Haller, przyjaciółka — M. M.] skarżyła mi się kiedyś, że być kobietą, Węgierką, Żydówką, Amerykanką i filozofem to chyba zbyt wielkie brzemię tożsamości jak na jedną osobę. Mogłaby oczywiście z łatwością rozszerzyć tę listę, tyle że »układ odniesienia«, w którym się obraca, jest już i tak zbyt złożony, by chciała sobie jeszcze przysparzać kłopotu”.
Z wieloaspektową, tj. pełną, tożsamością jednostka będzie czuć się lepiej czy prawdziwiej, ale w społeczeństwie może jej iść przeciwnie — może stracić na sprawczości i poważnym wizerunku. Ale u Baumana również wygrywa strona pozytywna: w następnych akapitach podaje szereg przykładów tego, jak wieloaspektowość rodziła genialne dzieła sztuki i filozofii.
Podsumowując — mimo wszelkich nieporozumień i niebezpieczeństw — niekiedy dobrze jest powiedzieć sobie z pewnością: “Ja jesteśmy”.
7.
Ten naprawdę skromny szkic, czy też syntetyczne omówienie kilku cytatów, jest nie tylko apelem o zwrócenie uwagi na pewien problem filozoficzny, ale też moim przywitaniem z Substackiem. Jest już kilka następnych tekstów, które mam w planach: kolejna krótka lekcja od Gospodinova o roboczym tytule Czym zgrzeszył Arystoteles?, a także eseistyczna apologia na cześć prof. Urszuli Zajączkowskiej, jej poezji i wizji nauki, czy panorama literackich zainteresowań Tokarczuk skonstruowana w oparciu o jej listę lektur. Zobaczmy, co przyniesie czas.
Źródła cytatów
Georgi Gospodinov, Fizyka smutku, przeł. Magdalena Pytlak, Kraków 2018
Mateusz Hohol, Wyjaśnić umysł. Struktura teorii neurokognitywnych, Kraków 2013
Robert Louis Stevenson, Doktor Jekyll i pan Hyde, przeł. Lesław Haliński, Poznań 2007
Georgi Gospodinov, Ogrodnik i śmierć, przeł. Magdalena Pytlak, Kraków 2025
Olga Tokarczuk, Moment niedźwiedzia, Warszawa 2012
Olga Tokarczuk, Czuły narrator, Kraków 2020
Tomasz Stawiszyński, Reguły na czas chaosu, Kraków 2022
Zygmunt Bauman, Tożsamość. Rozmowy z Benedetto Vecchim, przeł. Jacek Łaszcz, Gdańsk 2006



genialny tekst!!! poruszyłeś bardzo ciekawe zagadnienie. wczoraj zamówiłem sobie gospodinowa, więc mnie jeszcze tym tekstem dodatkowo zachęciłeś do lektury :p
solidny tekst, dzięki za te robotę!!